Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikea. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 marca 2015

Na straganie w dzień targowy...

Można spotkać Stasia:)

 

Pan Stanisław czesto, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, którą zazwyczaj włada fachowo, zamienia stragan w cukiernię i raczy mnie nadzwyczajnym menu:


Menu, na pierwszy rzut oka niepozorne, jest naprawdę do zjedzenia!


Zawiera też sekretne informacje na temat receptur smakołyków... Zaraz, zaraz, gdzie ten przepis...


Wszystkie pyszności przyprawione są najcudowniejszym aromatem - śmiechem Stasia:


Może dlatego niezmiennie tryskają kolorami i zachwycają fakturą...




To wszystko, smaki i aromaty, witaminy i zdrowie, niczym byłoby bez doborowego towarzystwa:) Takiego, bez którego bywa okrutnie nudno i w którego oczach można tak łatwo zatonąć:)


Miłego wieczorku, Kochani!




poniedziałek, 19 stycznia 2015

Centrum dowodzenia Asystenta Planu

Witajcie Kochani! Ostatnio mniej postów pojawia się na blogu, a to za sprawą dość męczących zdrowotnych historii, które nas ostatnio nie chcą opuścić, za to wiodą nas do wszelkich lekarzy, a nawet w strony Izby Przyjęć jednego z łódzkich szpitali dziecięcych w niedzielny poranek... Cóż, mimo wszystko naprawdę wierzę, że wkrótce uda nam się wspólnie rodzinnie odpocząć, czepiam się resztek optymizmu... Tymczasem w pokoiku mojego Stasia zaszły bardzo delikatne, niemal kosmetyczne zmiany, ale są one powodem wielkiej radości mojego synka:) Nie przypuszczałam, że małe poprzestawianie sprzętów bedzie miało jakieś głębsze znaczenie, ale w końcu tam, gdzie ja widzę po prostu funkcjonalne ustawienie mebelków, Staś widzi ściany domu, chody na strych, a nawet klapę od wejścia do piwnicy, jego wyobraźnia jest bajeczna!:) Oto królestwo mojego Pana Asystenta, oto łaskawie udzielił nam audiencji z aparatem:)

Na początek kącik twórczy. Za prze suwnymi drzwiami znajduje się niewiele ubrań, większość miejsca zajmują poukładane w pudłach gry i puzzle, pojemniki z drewnianymi zabawkami, kosz z utensyliami artystycznymi i instrumenty muzyczne:) Bliskość stoliczka bardzo ułatwia zorganizowanie przestrzeni twórczej:)



Czesem jednak gabaryty stoliczka są niewystarczające... Podłoga świetnie wtedy służy jako zamiennik:)



Po drugiej stronie można pojechać na przejażdżkę na koniku na biegunach, zdaniem Stasia jego konik jest w stanie dogalopować wszędzie:)





...a po długiej podróży ułożyć się na kanapie:)


W końcu kanapy strzeże ukochana owieczka Stasia:




Wszystko staramy się utrzymywać w leciutko plażowej kolorystyce, w końcu mieszka z nami zodiakalna Rybka:)




...ale, co nietypowe dla Rybek, głos ma, i to głośny jak ryk Lwa! W kuchni może rządzę ja, ale tutaj...wiadomo - kapitan Staś!:)


To pomieszczenie przeszło chyba najwięcej symbolicznych metamorfoz, ale cel tych działań jest zawsze jeden - Staś ma lubić to wnętrze. Póki co udaje nam się nadążyć za jego potrzebami, ma wzruszającą dla mnie świadomość tego, że to jest JEGO pokój. Czesto więc mówi: "Mamusia, zapraszam Cię do mojego pokoju, chodź, pobawimy się". I nigdy nie udaje mi się odmówić:)

Miłej nocy, Kochani!
















poniedziałek, 15 grudnia 2014

Światełka

Ciekawa jestem jakie ulubione, nastrojowe światełka towarzyszą Wam przez zimę, w Święta w szczególności? W sklepach można znaleźć naprawdę piękne cudeńka, ale bywa, że niektóre lubimy bardziej niż resztę... Macie takie? Ja mam, i chociaż obiektywnie stwierdzam czasem, że w swoich zasobach mam może piękniejsze rzeczy, to te dwa źrodła ciepłego blasku przynoszą mi szczególną radość:)

Pierwsze z nich to aniołkowa karuzela. Kupiłam ją chyba w pierwsze Święta, które spędzałam juz jako mężatka przy boku mojej drugiej połówki. Kosztowała jakieś śmieszne grosze i kupiona była raczej na zasadzie "ach, pewnie i tak zaraz się pognie, zniszczy i bedzie trzeba wyrzucić, ale co tam, wyglada, ze bedzie zabawna". Karuzelka kręci się juz piąte Święta, a ja jak dziecko cieszę się z ruszającej się zabawki. Teraz razem ze Stasiem wpatrujemy się w nią świecącymi z radości oczyma! 




Drugie to najzwyklejsza, najtańsza chyba, lampa stołowa z Ikei. Jest tak stasioodporna, że aż piękna. Kiedy nie znajdowała miejsca u nas w domu, w duchu kombinowałam, gdzie ją mimo wszystko postawić. Nie jestem w stanie wytłumaczyć tego pociągu do kawałka plastiku, ale naprawdę bardzo ją lubię i często wpadają mi do głowy  pomysły na tuning tej lampki, zwykle tymczasowe ze względu na niezmordowane zainteresowanie Stasia każdymi zmianami... Dziś otrzymała nową ozdobę, od Stasia zależy na jak długo;)





Świetliście Was wszystkich pozdrawiam i życzę cudownego wieczoru;)











piątek, 28 listopada 2014

Cu-do-wnie!

Być może troszkę się pospieszyłam, ale wszystko zadziało się za sprawą impulsu. Otóż w pewnej, bardzo pomocnej przeciętnej mamie sieci marketów kupiłam wczoraj poszewka na poduszkę, która mnie po prostu rozłożyła na łopatki i doprowadziła do stanu niekrytej euforii. Szybko przybiegłam z Panem Mężem i Pieszczochem do domu, jeszcze we wszystkich swetrach, niedomowych spodniach, prawie jeszcze drugą ręką zdejmując szalik, już odzierałam poduszkę ze starej poszewki, by założyć jej nowiutką, pachnącą, z pięknym reniferem na przedzie! Zachwycona spędziłam resztę wieczoru na zaplanowanych zajęciach, aż...kolejne pomysły spowodowały, że otwierałam pudła znacząco blisko pudeł z deklaracjami.

- Wyjmujesz jednak te lampki? - zapytał zdziwiony Pan Mąż. W zasadzie...czemu nie? Wyobraźnia już pogalopowała w swoją stronę i jej oczami widziałam odmieniony zakątek przy szafie ze świetlistą girlandą płatków śniegu i tą nową poszewką. Cóż...miałam ją wyjąć dopiero pierwszego...

...ale co zmieniają te trzy dni pośpiechu?

NIC.     

Nic poza dodatkowymi trzema dniami mojej radości...więc wiszą:) A ja cały dzień nie widzę już szarugi za oknem, chociaż kto wie, może i z tej szarugi wreszcie coś bedzie i poprószy troszkę śnieg?





Pozdrawiam popołudniowo!




środa, 20 listopada 2013

Sypialnia Malucha i wielki powód zmian

- W Norwegii jest noc polarna... - powiedziałam trochę do siebie, ciągnąc temat Europy Północnej, który jakoś przypadkowo znalazł się w rozmowie pomiędzy mną a moją Mamą. Nie wiem, czy dosłyszała, ale nie uznałam tego za potrzebne, żeby to zdanie powtarzać - głaskała właśnie miejscowego kota, który pomrukiwał donośnie z zadowolenia. Zatopiłam się w myślach. Wyobraziłam sobie biały krajobraz, delikatny, śnieżny puch otulający skandynawskie domy. Ich okna rozbłyskiwały pięknym, złotym światłem, a w oddali majaczył zarys wysokich gór.

- ...mogłabym tam mieszkać... - dodałam półgłosem, ciągle zamyślona nad swoją wizją Norwegii spowitej w polarnej ciemności.

- Gdzie?! W Norwegii..? - a jednak słuchała. Uśmiechnęłam się szeroko.

- Tak.



Zima po cichutku skrada się do naszych czterech ścian. Zawitała niedawno u Pieszczocha, ubielając mu zupełnie łóżeczko. Ja powoli szykuję się do ugoszczenia zimy w pokoju dziennym, ale czekam jeszcze - niech to będzie jak wielkie białe święto! Tymczasem ja i Maluszek cieszymy się z kolejnych zmian - powrotu starego łóżeczka, bielutkiego kocyka od mojej Mamy i wypiłowanych przez Pana Męża szczebelków na boku łóżeczka:



Poszewkę z haftami sprezentowała mi rok temu Babcia, ta druga jest bardzo stara, ale z cudownie miękkiej bawełny. Związałam ją szarą tasiemką, nie przepadam za guzikami do pościeli.

Zmiany, o których pisałam wczoraj to również tajemnicza zabawka Pieszczocha. Kochani! Mamy w sypialni po prostu mini plac zabaw z tunelem i "łapaczem" jak nazywa namiot mój Tata!



Pieszczoch za nim po prostu szaleje! Jeśli nie ma już siły na szaleństwa w tunelu kładzie się na poduszce w namiociku, którą włożyłam mu widząc, że gotowy jest tam usnąć! Dziś nie chciał wyjść nawet na metr z sypialni, no może poza małym wyjątkiem codziennego spaceru. Tunel jest odpinany, można go ponadto w każdym momencie złożyć. Na noc po prostu składamy tylko tunel, którego rozkładanie jest rano wielką atrakcją!

Nie dziwi mnie taka radość Pieszczocha, sama ochoczo zabierałam się za budowę namiotów już jako ciut większe niż nasz Maluch dziecko. Cześć mojej konstrukcji stanowiło biurko, pod którym miałam salon, upiększałam jego ściany wieszając na nich obrazki... Na szpilkach wbitych w tapetę! Moja Mama wyrozumiale wybaczała mi podarte fragmenty i przymykała na nie oko. Tak jak ja teraz - na totalną niefunkcjonalność pokoju :)

Żegnam Was dziś nostalgicznie i życzę cudownej wieczornej aury...

wtorek, 12 listopada 2013

Nie ma rzeczy niemożliwych!

Słodki tupot małych nóżek jeszcze niedawno był moim wielkim marzeniem, dzisiaj te same małe stópki, jakkolwiek ukochane i przynoszące samą radość, potrafią nieźle namieszać! Mamy niespełna dwuletnich pociech dobrze wiedzą o co chodzi! Wspinaczka na sofy, kanapy, pufy...no cóż...jeśli jesteś obok i czujnie asekurujesz Malucha, umówmy się, że ta nagła kocia chęć zmiany perspektywy nie stanowi problemu. Natomiast to, co czasami jednak stanowi problem, to ślady tych małych pięknych stópek! Jeśli wymarzyłaś sobie białą kanapę w pokoju dziennym, wtedy sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana, ale odwagi! Wszystko się da opanować!

W naszym pokoju dziennym mamy kącik odpoczynkowy z sofą w pięknej bieli. Uwielbiam ją! Pan Mąż często mawia, że mogłaby by być większa/szersza/wygodniejsza, ale ja ją po prostu uwielbiam taką, jaka jest. Nie jest też większą tajemnicą fakt, że przyjechała z Ikei, która chętnie proponuje nam rozwiązania typu "zdejmowalne pokrycie", które można prac w pralce. No więc w czym problem? Przecież rzeczywiście to pokrycie można wyprać. To, o czym jednak nikt nie mówi to to, że żeby je wyprać, trzeba załadować bęben przynajmniej dwa razy, czekać dwa dni, żeby pokrycie porządnie przeschło i (zadanie dla szczególnie lubiących piękny efekt) przynajmniej troszkę przeprasować, bo tkanina mocno gnie się w praniu. Niby nie taka tragedia, ale ile razy w tygodniu można robić coś takiego? Przy dwóch małych stópkach efekt utrzymuje się jakieś dwa - trzy dni. No cóż...jedyne wyjście, to jakoś tę naszą sofę najzwyczajniej tak na co dzień "ubrać". Moja jesienna wersja kanapowej stylizacji miała być ciepła, wtapiająca się w klimat dodatków dookoła. Mamy jesień, więc białą narzutę zostawiłam na porę śniegów i Święta, które planuję w srebrnych odcieniach. Sofa została więc starannie ubrana w kremowo-beżową narzutkę, w tym samym odcieniu ułożyłam na niej poduszki, a na oparcie rzuciłam włóczkowy, ciepły szal, który przywołuje jeszcze więcej ciepłych skojarzeń i tworzy na oparciu analogiczny pas jak na siedzisku. Rozwiązanie stare jak świat, ale przemyślane i "skrojone" na konkretny mebel...bo jakoś nie do końca przemawia do mnie idea nonszalanckiego rzucenia narzuty jak kawałka szmaty podczas remontu... Narzuta w całości rozciągnięta na meblu ładnie chyba tylko wygląda na łóżku lub prostej ponadczasowej wersalce, gdzie nie drapuje się dziwacznie na podłokietnikach jak wspomniany wyżej stary kawałek materiału... Oczywiście mogę się mylić!


To, co dzieje się za sofą, również nie jest kwestią przypadku. Niewidoczny zza sofy wiklinowy kufer mieści pledy, dodatkowe poduszki i narzuty - jednym słowem, cały "sprzęt" wypoczynkowy. Kufer i stojący przed nim kwietnik nie pozwalają dojść Pieszczochowi do lampy za sofą, której funkcja zapalania i gaszenia niepomiernie go fascynuje. Wolałabym odgradzać go od wszelkich urządzeń, które mogłyby go dodatkowo kusić piękną, błyszczącą wtyczką. A że jest to jedyny sprzęt w domu, który takie zainstersowanie mógłby niechcący wzbudzać, to stoi z tego względu za fasadą z nieciekawych z Pieszczochowej perspektywy rzeczami. Być może łatwiej byłoby zrezygnować z lampy, kwiatów (ciągle małą łapką obijanych) i ulubionych przedmiotów w tym kącie, ale nie potrafię. Nie wiem, czy dobrze czułabym się w domu całkowicie pozbawionym resztek moich estetycznych zapędów, jakkolwiek symbolicznych... W imię hasła "szczęśliwa mama to szczęśliwy maluch" idziemy z Pieszczochem na kompromis - ja staram się udziecioodpornić naszą przestrzeń, a Maluch cierpliwie uczy się, że pewnych rzeczy nie powinien robić (w tym konkretnym przypadku nie ubijać roślin). Z drugiej strony lekko zdewastowana paprotka to niska cena za radość z oglądania na przykład ramki ze zdjęciem Pieszczocha podczas wieczornych posiadówek przy kieliszku wina.




Skoro jednak rozwiązanie się sprawdza, pozostaje cieszyć się osiągniętym kompromisem! Obecnym z resztą chyba w całym domu, jednak w jego wyniku cel na pewno został osiągnięty - szczęśliwy jest i Maluch i mama!


Życzę Wam udanego wieczoru, pełnego wygranych bitew o szczęście i radość!